"Wenn Du reisen willst, mußt Du die Geschichte dieses Landes kennen und lieben".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino przedwojenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino przedwojenne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2012

Żydowska Warszawa, lato 1939 r.


I znów dzięki inspiracji Cafe Bodo II, odkryłam wspaniały, kolorowy  film o żydowskiej Warszawie, nakręcony tuż przed wybuchem wojny przez Benjamina Gasula. Nakręcony na taśmie 16 mm, został przekazany przez spadkobierców Gusula do archiwum Stevena Spielberga (United States Holocaust Memorial Museum). Film jest w doskonałym stanie, w 2010 r. został poddany renowacji. 



Dr Benjamin M. Gasul (1898-1962), urodzony w Rosji (a konkretnie na Łotwie), wyjechał z niej do USA w wieku  szesnastu lat. Osiedlił się w Kenosha. Ukończył studia medyczne w Chicago, następnie kontynuował naukę w Wiedniu, gdzie poznał swoją późniejszą żonę, śpiewaczkę operową  Lalę Rosenzweig. Do 1945 r. pracował jako pediatra, następnie specjalizował się w kardiologii dziecięcej. Pracował w Cook County Hospital w Chicago.
W 1939r. został zaproszony przez lekarzy rosyjskich, aby wygłosić odczyt naukowy, wtedy też w towarzystwie żony odbył podróż po Europie, podczas której nakręcił m. in. film o żydowskiej Warszawie.
W archiwum znajdują się także inne filmy Gasula, przedstawiające np. paradę na cześć Marszałka Piłsudskiego, pl. Piłsudskiego w Warszawie, czy widoki Paryża.


wtorek, 2 października 2012

Świat, którego nie ma

Dzięki inspiracji Cafe Bodo II RP, za sprawą filmu "Judeł gra na skrzypcach" (1936r.) dowiedziałam się o istnieniu silnego ośrodka kina jidysz w przedwojennej Polsce. Wyprodukowano wtedy kilkanaście filmów pełnometrażowych w tym języku. 

Pomijając retorykę, typową dla produkcji tego czasu (płytka, bajkowa fabuła, nadekspresyjna gra aktorów), film wart jest poświęcenia chwili uwagi. Przede wszystkim ze względu na język, którym przed wojną posługiwała się na co dzień rzesza Polaków wyznania mojżeszowego. 

Szkoda trochę, że lektor skutecznie zagłusza jego melodyjność (żałuję po cichu, że nie znam na tyle jidysz, aby rozumieć niuanse). Pozostaje wsłuchać się w zacną muzykę, skomponowaną przez Abrahama Ellsteina, który sięgnął oczywiście do tradycji klezmerskiej. Pozostaje pooglądać filmowe plenery, przedstawiające Kazimierz nad Wisłą, pokontemplować sceny rodzajowe (jak ta, przedstawiająca żydowskie wesele).
Pełna uroku jest postać Ajzyka Kałamutkera, kreowana przez Maksa Bożyka (który, nota bene, przeżył zagładę).
W mojej głowie uparcie powstaje gdybanie: jak wyglądało by dzisiejsze życie nas wszystkich, gdyby żydowska część Polski nie została tak bestialsko amputowana. 
Dobrze, że zostały takie filmy. Że można sobie pomarzyć, pofantazjować, powyobrażać świat, którego już nie ma.

"Judel gra na skrzypcach" (1936), reż. Jan Nowina-Przybylski, Józef Green